Być na plusie

Pierwsze oceny w szkole, rankingi, bilanse nauczyły nas, że przyjemność z liczenia, w tym również na siebie, schodzi na drugi plan, a liderem staje się efekt, osiągnięcie. Na cały proces zaczęliśmy patrzeć przez pryzmat wyniku. Niezrealizowane cele traktowaliśmy jak porażki. Dlatego w dorosłym życiu obawiamy się podsumowań.

 

Znasz to uczucie? Odbierasz samochód od mechanika, a kwota naprawy zwala cię z nóg. Czy potrzebujesz faktury? Nie! Wystarczy erka. Byle szybko i na sygnale 😉 Po dwóch głębokich oddechach i opanowaniu drżenia rąk zabierasz się za szczegółową analizę danych. Wpatrujesz się w przedstawiony kosztorys jak w starożytne zwoje i niczego nie rozumiesz. W końcu dajesz za wygraną, płacisz rachunek, wsiadasz do auta. Totalnie zdenerwowany. Ale zanim usuniesz numer mechanika z kontaktów w telefonie pomyśl, że bez tej drogiej naprawy nie mógłbyś ruszyć z miejsca.

Pod koniec roku mamy sporo pomysłów na zmiany w swoim życiu. I jeszcze więcej chęci. Obiecujemy sobie, że tym razem będzie inaczej. Bardziej konsekwentnie. Lista rzeczy to do pęka w szwach, ale nieważne! Doba ma 24 godziny, miesiąc 30 takich dób, cały rok 12 miesięcy. Sporo czasu, żeby skrupulatnie zrealizować wszystkie plany. A potem nagle jest styczeń! I dojmujące poczucie winy, bo nie wykonaliśmy 100% normy. Ba! Nawet trudno mówić o 40%.

Tymczasem każdy rachunek: w sklepie, w związku, w pracy, w życiu prywatnym to tylko dobrze nam znana suma. Jedno z pierwszych działań, którego nauczyliśmy się w dzieciństwie. Prawdziwy kamień milowy rozwoju. Może nawet sprawiało nam dużą przyjemność. Dodawanie kasztanów w trakcie spaceru, prezentów pod choinką albo owieczek przed snem? W sumowaniu byliśmy świetni. Do czasu.

Pierwsze oceny w szkole, rankingi, bilanse nauczyły nas, że przyjemność z liczenia, w tym również na siebie, schodzi na drugi plan, a liderem staje się efekt, osiągnięcie. Na cały proces zaczęliśmy patrzeć przez pryzmat wyniku. Niezrealizowane cele traktowaliśmy jak porażki. Dlatego w dorosłym życiu obawiamy się podsumowań. Rozpatrujemy je w kategorii rozliczania siebie, bez taryfy ulgowej. Wcielamy się w rolę surowego sędziego, który konfrontuje to, co udało się osiągnąć z tym, czego nie zrobiliśmy.

Zupełnie zapomnieliśmy, że suma to dodawanie. Powinna nas wspierać, a nie pogrążać, motywować, a nie dołować. Z natury oznacza zysk, powiększenie konkretnego zasobu. O ile jest przełomem, bo wymaga od nas spojrzenia wstecz i zastanowienia się nad własnym życiem, o tyle implikuje zmiany. Daje nowe perspektywy. Zachęca do działania.

Oczywiście jest też informacją, w których obszarach nasze długoterminowe plany rozminęły się z rzeczywistością. Przy czym nie da się wszystkiego nadrobić. I nie warto. Zastosowanie każdej niezastosowanej diety, przeczytanie każdej nieprzeczytanej książki, odbycie każdej nieodbytej rozmowy, nawiązanie każdej nienawiązanej relacji mija się z celem. Nie rozwija nas, tylko hamuje. Jest jak skrzynia biegów, w której działa wyłącznie wsteczny.

Wyobraźmy sobie noworoczną listę postanowień, w której zamiast postulatów są podziękowania. Za to, kim jesteśmy, co robimy, czego doświadczamy. Bo dzięki podsumowaniom możemy żyć lepiej, mądrzej, uważniej. Bardziej świadomie. Jesteśmy w stanie cieszyć się z rzeczy istotnych i nie przejmować drobiazgami, skupiać na przyszłości, czerpiąc mądrość z przeszłości. Doceniać sam proces, drogę, a nie sam cel.

Nasza wyjątkowość to suma różnych przeżyć: sukcesów i porażek, tego, co zrobiliśmy i tego, co trzeba było odpuścić! Naddatków i niedoborów. Momentów akurat i nie w porę. Jeśli popatrzymy na ostatni rok życia z perspektywy dzisiaj/teraz, zobaczymy, że pewne wydarzenia blakną, emocje cichną, zmiany się dokonują, a noworocznych postanowień jest zdecydowanie za dużo. Poza jednym, bardzo ważnym: Wykorzystujmy sumę, żeby siebie wzmacniać. Już dzisiaj.

 

Wdzięczna za każde dotychczasowe doświadczenie, otwarta na zmiany, zakochana w codzienności, chętnie dzieląca się tym, co wartościowe pozdrawiam i życzę pięknego miesiąca na plusie. W sumie 😉

 

Felieton ukazał się w listopadowym numerze Home & Market, miesięczniku gospodarczym dla menedżerów wyższego szczebla.

autorka

Lidia Krotoszyńska

Ekspert wychodzenia z pułapek business & life. Psycholog & psychoterapeuta & businesswomen & mentor. Autorka rewolucyjnego poradnika „Moje słabości są moją siłą”.

      

PRZECZYTAJ TEŻ:

Kiedy praca staje się nałogiem?

Zmienia się kultura i sposób życia, zmienia się tempo i zmieniają się wartości. Niestety dziś coraz większa grupa ludzi żyje swoją pracą, nie zauważając, kiedy ta stała się już ich nałogiem. Nałogowa praca (w swoim biznesie i w pracy dla innych), a co za tym idzie...

Status: kobieta wpływowa

Nie muszą być szefowymi kluczowych działów w firmach ani stać na czele wielkich korporacji, żeby mieć wpływ na innych i na siebie. Nie muszą nosić perfekcyjnie skrojonych garsonek ani wchodzić w cudze role, żeby udowodnić swoją siłę. Nigdy i nikomu. Mogą działać z...

Zadyszka!

Nadmiarowość to jedna z naszych ulubionych pułapek. Wpadamy w nią w okolicach świąt, początku roku, sesji egzaminacyjnej, urodzin, sezonu wyprzedaży, przy okazji zmiany diety, przeprowadzki, życiowych rewolucji. Kusi ambitnymi wizjami przyszłości. Jest jak folder...

1500 CZYTELNIKÓW

NA TYM FANPAGE. DOŁĄCZ!

200 OBSERWUJĄCYCH

POZNAJ MOJE SŁABOŚCI!

LINKED IN

PROFIL ZAWODOWY

Comments

comments